|
Tragedia lotnicza na
Policy
2 kwietnia 1969 r. kilka minut po godz. 16, samolot
AN-24 PLL "Lot" lecący z Warszawy do Krakowa, rejs nr LO-165, uderzył w
północne zbocze Policy koło Zawoi, niespełna sto metrów poniżej szczytu.
Na pokładzie znajdowały się 53 osoby.
Wszyscy zginęli.
O
godz. 15.49 Kontrola Obszaru Warszawa przekazuje rutynowe polecenia: po
przejściu Jędrzejowa zejść na 1500 m i przejść na łączność z kontrolą lotniska
Balice. Informuje też Kraków o przypuszczalnym terminie osiągnięcia Jędrzejowa,
Przez cały ten czas komunikację prowadzi drugi pilot. Jak zeznawali później
jego koledzy, była to normalna praktyka kapitana. Do tej pory lot przebiega
normalnie. Śledząc go radarzysta z jednej ze śląskich stacji wojskowych
notuje, iż o godz. 15.40 samolot znajduje się na wysokości 4 tys. m.
W ciągu 18 minut na pokładzie zdarzyło się coś, co
wywarło decydujący wpływ na późniejsze wydarzenia. Z relacji wydarzeń dowiadujemy
się niewiele. Pojawiają się sprzeczności co do czasu przejścia samolotu
przez punkty kontrolne. Na dziesięć minut przed katastrofą zaistniała więc
paranoiczna sytuacja. Z meldunków załogi wynikało, że nie znała ona położenia
samolotu. Nie znała go także kontrola radarowa lotniska w Balicach, ponieważ
ze sprzecznych informacji od załogi niewiele wynikało. Samolot w tym czasie
leci z prędkością 360 km/h, czyli w ciągu minuty pokonuje około 6 km ...
Około
15.58 załoga łączy się ze stanowiskiem radaru. Podaje swą wysokość - 3700
m. Otrzymuje informacje o warunkach atmosfery-
cznych na lotniskiem w Krakowie i polecenie zejścia
na wysokość 1200 m.
O 16.00 kapitan przejmuje łączność i będzie prowadził
ją już do końca. Zgłasza także iż ma kłopoty z odbiorem sygnału z radiolatarni
dalszej i pyta czy w ogóle ona działa. O godz. 16.01 na sześć minut przed
śmiercią kapitan zdaje sobie sprawę, że dzieje się coś niedobrego i pyta,
czy samolot jest już widziany na radarze. Samolot leci na wysokości 2400
m i zniża się. Jeszcze jest czas by nabrać wysokości i zacząć krążyć, lub
choćby zawrócić w kierunku Jędrzejowa. Tymczasem operator radaru prosi
o podanie wysokości i kursu, by jak się tłumaczy mógł znaleźć samolot na
radarze. Twierdzi później, iż udało mu się go znaleźć i że kontrolował
lot aż do wydania ostatniej komendy. Mija
kilka minut, w którym to czasie operator i pilot rozmawiają. Samolot ciągle
leci na południe, wykonując wszystko co zleca operator radaru. O godz.
16.08.47 radarzysta wywołuje samolot nie otrzymując już odpowiedzi. Zawiadomił
on kontrolera ruchu o utracie łączności z samolotem. Jako miejsce utraty
łączności określił Skawinę. W pobliżu w powietrzu znajdował się wojskowy
samolot LI-2, któremu wydano rozkaz poszukiwania samolotu w pobliżu starego
lotniska w Czyżynach, a potem w rejonie Miechowa, a wreszcie na południe
od Krakowa. W tym czasie ze Suchej Beskidzkiej przyszła wiadomość z milicji,
że "samolot gdzieś usiadł w ich rejonie". LI-2 poleciał w tym kierunku,
lecz zawrócił ze względu na złe warunki metrologiczne i prawie zerową widoczność.
W wyniku prowadzonego śledztwa udało się ustalić trasę
samolotu.
15.57 - samolot przelatuje wzdłuż zachodniego trawersu
lotniska Balice, a kapitan melduje iż będzie nad latarnią dalszą
za 3-4 minuty
16.01 - mija Kalwarię Zebrzydowską - polecenie otrzymania
kursu na południowy-zachód i zejście do 1200 m
16.05 - przelatuje obok Makowa Podhalańskiego - w
tym momencie załoga zgłasza, że prawdopodobnie minęli radiolatarnię dalszą
16.05.41 - znajduje się w rejonie Zawoi - załoga zgłasza
namiar na radiolatarnię dalszą - 03. Wysokość 1200 m.
16.06.57 - 16.07 - moment katastrofy
Dlaczego samolot wymknął się spod kontroli lotniska
Balice ?
Historia tego lotu i jego dramatycznego finału nigdy
nie zostało ujawniona opinii publicznej. Atmosfera tajemnicy i niedomówień,
jaką stwarzała władza, dawała pożywkę fantastycznym domysłom. Opublikowany
w 1970 kilkuzdaniowy komunikat o przyczynach katastrofy bardziej wzbudzał
wątpliwości, niż je wyjaśniał. Śledztwo w tej sprawie prowadzono tak by
zatuszować sprawę. Operatorowi radaru umożliwiono wyjazd do Szwecji.
Pierwsi ratownicy dotarli na miejsce katastrofy koło
godz. 20. Widok był porażający. Rozerwane
kawałki zwłok 53 ludzi rozsiane na przestrzeni kilkuset metrów kwadratowych,
zwisały z drzew, były wbite w szczątki samolotu. Prawie wszystkie ofiary
miały porozrywane brzuchy, niektóre zostały wprost przecięte w pasie. Do
pomocy w rozbieraniu samolotu niezbędne były palniki, które posiadano na
lokomotywowni w Suchej Beskidzkiej. Część fotografii wykonano, w momencie
gdy wezwano kilka osób z lokomotywowni. Nazwiska autora nie podajemy.
Samolot tnąc wierzchołki drzew przeleciał kilkadziesiąt
metrów, aż zakleszczył się między dwoma pniami. Oś kadłuba odchylona była
o 70o w górę. Samolot uderzył w Policę na wysokości 1280 m n.p.m.
przy szybkości ok. 360 km/h. Szkic
wykonany przez funkcjonariusza KP MO Suchej Beskidzkiej jest pierwszym
dowodem na manipulacje i ukrywanie faktów. Zatarto opis w legendzie nr
XI. Notatka
komendanta posterunku MO w Zawoi o przekazaniu "źródła izotopowego Sr-90"
ówczesnemu Instytutowi Fizyki Jądrowej w Krakowie. Wszelkie informacje
na ten temat są nadal utajnione. Poszukiwania innych materiałów były bardzo
utrudnione ze względu na pokrywę śnieżną, która wynosiła ok. 1 m w dniu
3 kwietnia, co zresztą widać na fotografiach. Późniejsze badania wykazały
iż brak jest 2,5 taśmy rejestrującej lot samolotu.
Co się z nią stało ?
...?

Materiał w większości przygotowano na podstawie artykułu
z "Gazety Krakowskiej" z dnia 10-11.VI.1994 r., autorstwa Jerzego Pałosza.
Ostatnia fotografia pochodzi z w/w artykułu, natomiast
pozostałe z prywatnego zbioru. Fotografie także były dotąd nie publikowane.
Nie umieściliśmy wszystkich znanych nam zdjęć pochodzących z tego zdarzenia,
ze względu na drastyczne ujęcia.
W miejscu katastrofy stoi obecnie pomnik ku czci ofiar.
Mam również nadzieje, iż strona ta przyczyni się do tego, iż zdarzenie
to nie odejdzie w niepamięć.
|