Markowe
Szczawiny - polana na północnym zboczu Babiej Góry, znana chyba wszystkim
turystom, wędrującym po Beskidach ze względu, na znajdujące się tu schronisko.
Inicjatorem jego budowy był podróżnik i przyrodnik - Hugo Zapałowicz.
Projekt
budynku przygotował inż. F. Róver, a jego budowniczym został cieśla Klemens
Trybała. Środki pieniężne na budowę schroniska pochodziły z subwencji
Towarzystwa Tatrzańskiego oraz pożyczki. Przychylny polskiej turystyce Zarząd
Dóbr Habsburskich w Żywcu udostępnił tanie drewno potrzebne do budowy.
11 czerwca 1906 roku zakupiono działkę, a już 10 sierpnia schronisko zostało częściowo udostępnione turystom. Po całkowitym wykończeniu i wyposażeniu budynku, 15 września 1906 roku dokonano oficjalnego otwarcia. Uroczystość ta miała podwójne znaczenie - Polacy zyskali schronisko, które stało się ostoją polskiej turystyki oraz skuteczną zaporą do powstrzymania turystycznej ekspansji niemieckiej.
Pierwszym kierownikiem schroniska został Józef Gancarczyk. W lutym 1908 roku schronisko na Markowych Szczawinach przyjęło swych pierwszych zimowych gości, a frekwencja wzrastała z roku na rok.
Schronisko posiadało 2 pokoiki po 5 łóżek, kuchnię, jadalnię, werandę i piwnicę. Na poddaszu znajdowało się 6 łóżek. Przewidziany był także nocleg na sianie dla 25 osób. W tym czasie schronisko było odwiedzane przez około 400 osób rocznie.W czasie pierwszej wojny światowej ruch turystyczny w schronisku był znikomy, lecz zaczął stopniowo wzrastać na początku lat 20-tych.
Rok
1922 przyniósł pierwszą rozbudowę schroniska. Zostało ono powiększone o obszerną
jadalnię.
Trzy lata później dobudowano także nową kuchnię i spiżarnię, a w roku 1926 - dwa
pokoje mansardowe. Schronisko dysponowało
wtedy około 40 miejscami noclegowymi, licząc z noclegami na sianie. Ponadto
posiadało suszarnię odzieży, apteczkę, biblioteczkę, a nawet ciemnię
fotograficzną i stację meteorologiczną. Na początku lat 30-tych na poddaszu
powstało mieszkanie dla gospodarza schroniska.
W 1932 roku, po przejęciu schroniska przez kolejnego gospodarza, Władysława Midowicza, wyposażenie schroniska zostało wymienione i uzupełnione, w kuchni i jadalni zainstalowano lampy żarowe, a na poddaszu -latarnie sztormowe.
W 1934 roku w wyniku następnej przebudowy schroniska na parterze powstała nowa sala sypialna, a poddasze wzbogaciło się o trzy dodatkowe pokoje noclegowe. Późniejsze zmiany to połączenie mansard i nakrycie ich jednym daszkiem oraz powiększenie i oszklenie werandy. Ponadto, w drugiej połowie lat 30-tych doprowadzono do schroniska linię telefoniczną.
Po wybuchu drugiej wojny światowej, władzę nad schroniskiem przejął Beskiden-Verein z Bielska. Jednak, administrowanie schroniskiem, które w czasie wojny znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa, okazało się niemożliwe. Pod koniec 1940 roku Beskiden-Verein zrezygnował z zarządzania schroniskiem i przekazał obiekt niemieckim władzom Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie. W czasie wojny schronisko odwiedzane było przez oddziały partyzanckie, które znajdowały tu schronienie i zaopatrywały się w żywność.
Pod koniec wojny, w 1944 roku, Niemcy postanowili spalić schronisko. Jedynie dyplomacja i “zimna krew" jaką zachował ówczesny jego gospodarz, Rudolf Wielgus, w czasie pertraktacji z Niemcami, uratowały schronisko przed niechybną zagładą.
Budynek
schroniska przetrwał wojnę, a w 1949 roku przeszedł poważny remont. Również
sprzęty i wyposażenie schroniska zostały uzupełnione i odnowione. W 1950 roku,
schronisko posiadało 40 noclegów. W roku 1953 na Markowych Szczawinach
uruchomiona została stacja Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W
latach 1957-58 schronisko zostało wzbogacone o oddzielną kuchnię turystyczną
oraz nowy węzeł sanitarny.
W 1966 roku, na Markowych Szczawinach powstało Muzeum Turystyki Górskiej, mieszczące się w małym, ładnym domku w pobliżu schroniska. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był zasłużony dla turystyki działacz, Edward Moskała.
Ten sędziwy budynek będzie wkrótce obchodził setną rocznicę powstania. Schronisko rokrocznie jest odwiedzane przez rzesze turystów, a skrzypiące łóżka szczególnie dodają uroku. Można tu spotkać prawdziwych ludzi gór, jak i "niedzielnych" turystów. Tak czy siak - warto tu przyjść.